Logo - Polski Związek Niewidomych

Polski Związek Niewidomych

Organizacja pożytku publicznego

Znajdź

Partnerzy

Logo Pomóżmy Razem

WOLONTARIAT - praca w CZECHACH

Jak przybyłem do Pragi na dworzec główny (Hlavni Nadrazi) to mialem mieszane uczucia, pytałem siebie - co ja tu robię, obce miejsce, obcy ludzie, wkoło tłumy, rozmawiają a ja nic nie rozumiem. Jednak na peronie czekała wolontariuszka - Teresa, tak jak było wcześniej umówione.

Idąc do miejsca zakwaterowania, Teresa opowiedziała mi mniej więcej co i jak, w międzyczasie spotkaliśmy Verę - Czeszkę, umówiliśmy się w jednym miejscu na spotkanie, skąd mieliśmy razem iść do biura. Teresa pokazała mi mieszkanie, powiedziała przy jakiej stacji metra mieszkamy, pokazała najbliższy sklep - Albert i dała mapę, po czym dała do zrozumienia - DALEJ RADŹ SOBIE SAM.

Do pracy na drugi dzień miałem sam dojechać, gdyż Teresa miała wolne, nie wiedziałem tego wcześniej i nie zwracałem uwagi na drogę ( i to był mój błąd). Na następny dzień dzielnie ruszyłem na miejsce spotkania, dotarłem po kilku minutach bez większych komplikacji. O godzinie 9 spotkaliśmy się z Verą w umówionym miejscu i poszliśmy do biura SONS na ul. Krakowską. W biurze Vera powiedziała mi co i jak - na moje szczęście Vera rozumie po polsku, ale niestety nie mówi. Szefa nie było gdyż był chory, była tylko jego żona, rozmawialiśmy po angielsku, tylko Vera z Teresą rozmawiały po czesku - mimo tego, że Teresa jest wolontariuszką z Niemiec zna dobrze czeski. Po kilku dniach wrócił szef pan Polaszek, powiedział mi po polsku co do mnie należy, właściwie powiedział to samo, co wcześniej jego żona i Vera, tylko one powiedziały to po angielsku. Pan Polaszek zna dobrze polski i można się porozumieć. Jak to bywa na początku, poznawałem miasto, aż tu pewnego dnia dostaję polecenie, aby udać się do magistratu z pewnym panem i przynieść jakieś papiery i pieczątkę - myślę sobie nic trudnego, mój czeski towarzysz znał angielski więc droga nam mijała na konwersacji, i tu kolejna niespodzianka, mój towarzysz okazał się prawie niewidomy, ale znał drogę, więc jakoś sobie poradziliśmy. Po dotarciu do magistratu mój czeski towarzysz nie miał orientacji po budynku, a z racji tego, że nic nie widział musiałem mu pomóc trafić do odpowiedniego pokoju i tu kolejne schody - gdyż urzędnicy nie mówili po angielsku, jednak daliśmy sobie radę i osiągnęliśmy swój cel. Po załatwieniu sprawy prof. Budin - tak się nazywał mój czeski towarzysz - przekazał mi informację, że on idzie do swojej pracy, a ja mam wrócić do biura i zanieść to, po co przyszliśmy, i tu kolejny problem, gdyż sądziłem, że będziemy wracać razem i ponownie nie zwracałem uwagi na drogę, no cóż, myślę sobie, jakoś dam radę. Usilnie próbowałem odtworzyć w pamięci drogę powrotną, ale nie za bardzo mi to szło, wiedziałem tylko tyle, że biuro znajduje sie na ul.Krakowskiej. Jak pytałem ludzi, nikt nie wiedział, więc miałem poważny problem, ale po jakimś czasie przypomniałem sobie, że niedaleko biura znajduje się posterunek policji więc zapytałem o posterunek na ul.Krakowskiej i tak po malych problemach dotarłem na ul.Krakowską pod komisariat, a stamtąd nedaleko było do biura. To była moja pierwsza wyprawa w miasto, zazwyczaj w teren udawałem się z Verą albo Teresą, ale poradziłem sobie. Po kilku dniach szef zabrał mnie w teren poza Pragę, aby obejrzeć miejsce na festiwal Tyfloart, który będzie organizowany w 2008 roku. Tam spędziliśmy cały dzień - miejsce jest ładne, tuż nad Wełtawą. Podczas mojego pobytu w Pradze, w biurze spotkali się liderzy grup z różnych krajów, aby omówic plan pobytu ich grup na wymianie, w tym m.in., z Polski. Kolejne dni mijały nam na dopracowywaniu planu i przygotowaniu wszystkiego na przyjazd grup z Litwy, Słowacji, Łotwy, Czech i Polski. W miedzyczasie była też wystawa zorganizowana przez SONS, prace były ze Szwecji, jak również odbył się koncert na zakończenie roku akademickiego, organizowany przez uczniów prof. Budina - mojego wcześniejszego niewidomego towarzysza. W końcu nadszedł czas wymiany, zaczęły się zjeżdżać grupy, ja miałem odebrać Polaków z dworca i dowieźć ich do miejsca zakwaterowania, czyli do Dediny. Wymiana ta miała na celu poznanie kultur i obyczajów różnych krajów, każda grupa przedstawiała swój kraj i tradycyjne potrawy, oprócz tego były gry, zabawy i wspólna nauka o innych państwach. Mi w udziale przypadła grupa czeska, miałem pomagać, więc pomagałem Czechom. Chłopaki byli całkiem niewidomi, byli bardzo mili i towarzyscy. Bawiliśmy się świetnie. Jednak jak to bywa, gdy jest dobra zabawa, czas szybko leci i nadszedl czas rozstania, Vera, Teresa i ja wróciliśmy do biura do pracy papierkowej. Jednak celem mojego projektu jest praca nie tylko w biurze, ale też w Centrum Szkolenia Psów Przewodników dla Niewidomych. I tak kolejne tygodnie spędziłem w tym centrum. Tam poznałem dwoje Polakow, których przysłało Europejskie Forum Młodzieży. Do naszych obowiązków należało prawie wszystko, ja z Wieśkiem - tak miał na imię mój towarzysz, robiliśmy wszystko, kosiliśmy trawę, żywopłot, malowaliśmy boksy dla psów, wychodziliśmy z psami na spacer, nawet pomagaliśmy Czechom przy wymianie dachu, natomiast Renata pracowała w budynkach. Po pracy biurowej taka praca to przyjemność - przynajmniej dla mnie. W centrum poznałem wielu fajnych ludzi - m.in. państwa Janowiec - szefostwo, Barę, Sonję, Evę , Dana - są to ludzie, którzy szkolą psy, niejednokrotnie przyglądałem się ich pracy, oraz poznałem pracowników Honzę, Ondrę i Pepa. Bardzo szybko zleciały te tygodnie w centrum i nadszedł czas wracać do biura. W biurze wrzała praca nad przygotowaniami do tegorocznego Tyfloart w Usti nad Łabą. Vera przygotowywała zaproszenia, Teresa coś wyszukiwała, a ja miałem to wszystko drukować i rozsyłać. Musieliśmy także przygotować wszystko dla uczestników. I tak mi minęły trzy miesiące..., pozostał tylko miesiąc, a ja już się smucę - wszystko co dobre szybko się kończy.., przyzwyczaiłem się i bardzo mi się Praga podoba, jednak pocieszam się tym, iż niedługo powrócę do Pragi, jednak tym razem nie na 4 miesiące, ale na 12 miesięcy. Podczas wolontariatu można się wiele nauczyć, zobaczyć i przeżyć. W Pradze jest wiele ciekawych miejsc, imprez kulturalnych i klubów. Koszty mojego pobytu w Pradze pokrywa organizacja goszcząca czyli SONS i daje nawet pieniądze na jedzenie i kieszonkowe, w zupełności można za to spokojnie przeżyć i nawet się pobawić w miarę rozsądku oczywiście.

Gdyby ktoś miał jakieś pytania dotyczące wolontariatu w Pradze, chętnie udzielę na nie odpowiedzi. Dla zainteresowanych podaję mój adres e-mailowy: duch79@poczta.onet.pl
Mariusz Legin, Okręg Małopolski