Turnus rehabiltacyjny - okiem psychologaNa turnusach rehabilitacyjnych z ramienia ZG PZN byłam kilka razy. Do moich zadań należało prowadzenie zajęć metodą V Sherborne dla rodziców i dzieci, wieczornych grup wsparcia dla rodziców oraz terapii indywidualnej. Uczestnikami turnusu były rodziny z małymi dziećmi niewidomymi, widomymi i słabo widzącymi oraz ze sprzężonym kalectwem. Dlaczego zajmowałam się rodzicami? Przecież to dziecko ma kłopoty i jemu przede wszystkim trzeba zapewnić wszechstronną diagnozę i rehabilitację. To wokół niego najczęściej koncentruje się życie rodzinne, to nim ma się opiekować starsze i młodsze rodzeństwo, to jemu poświęca się każdą wolną chwilę. A reszta członków rodziny? A potrzeby matki, ojca, brata, siostry? Aby przenieść środek ciężkości z niepełnosprawnego dziecka i w miarę równomiernie rozłożyć na wszystkich, aby dostrzec problemy rodziców /te osobiste i w kontakcie z nie zawsze przyjaznym światem/ potrzebna jest pomoc psychologa. Specyfika pracy na turnusie rehabilitacyjnym to nie tylko kontakty formalne, lecz także stopniowe poznawanie się, nabieranie zaufania na korytarzu, w zabawie, przy ognisku. Nie jestem tam osobą anonimową lecz taką bardziej oswojoną. Proces poznawania się nawzajem ma miejsce już na wstępnym spotkaniu grupy wsparcia. Rodzice, którzy przedstawią się, powiedzą o swoich oczekiwaniach, usłyszą osobiste wyznania innych przestają być obcy. Szybciej znajdują towarzyszy na wspólne spacery i spędzanie wolnego czasu. Udział w wieczornych zajęciach grupy wsparcia jest dobrowolny. Część rodziców bardzo wytrwale i aktywnie w nich uczestniczy ze świadomością, że pogłębiają wiedzę o sobie i innych ludziach; uczą się rozwiązywania problemów życiowych skuteczniej, a przynajmniej dowiadują się, że można to zrobić inaczej niż do tej pory to czynili. Druga grupa osób uważa, że zawsze radzili sobie sami i dalej będą tak postępować. Są też rodzice,dla których otwarte mówienie w grupie jest trudne, budzi zbyt dużo lęku, od razu więc rezygnują. Pomijam przypadki tzw. przyczyn obiektywnych, gdy np. dziecko nie chce spać, jest chore i mama /tata/ nie mogą zostawić go samego w pokoju. Drugie wspólne zajęcia, które prowadzę, przeznaczone są dla rodziców i dzieci. Metoda ruchu rozwijającego V.Sherborne ma na celu /w dużym skrócie/ poznanie własnego ciała, jego świadomość, uczenie się fizycznej bliskość i nie tylko w relacji dorosły-własne dziecko, ale także dorosły-inny dorosły i inne dziecko. Ważnym elementem tych zajęć jest wspólna radosna zabawa i relaksacja. Zanim jednak taki efekt nastąpi, musi minąć trochę czasu okupionego łzami i lękiem dziecka oraz niepokojem matki. Ze wzruszeniem obserwuję jak po kilku spotkaniach przerażone, krzyczące dziecko rozluźnia się i przytula do mamy, przestaje się bać ludzi. Kilkuminutowy relaks, który na początku jawił się jako trudna do wytrzymania ,,katorga'' jest coraz bardziej wydłużany. Dla zabieganych, nastawionych "na zadanie'" opiekunów niepełnosprawnego dziecka bezczynne odpoczywanie przy muzyce musi być wyćwiczone. Dopiero po pewnym czasie można pozwolić sobie na zamknięcie oczu, nie kontrolowanie dziecka, a potem jest już tak dobrze, że nie chce się wstawać. W/w zajęcia odbywają się w grupach kilkuosobowych, gdzie kryterium doboru jest rozwój psychoruchowy dziecka. Trzecią formułą mojej pracy na turnusie jest prowadzenie terapii indywidualnej. Dla osób, które potrzebują kontaktu z psychologiem warunki są wprost komfortowe. W normalnym, tzn. poradnianym grafiku terapia odbywa się jeden raz w tygodniu. Tutaj można spotykać się codziennie. Oczywiście niektórym matkom nie wystarczy jedna rozmowa, aby wyjaśnić nurtujący je kłopot. Dla mnie ogromną satysfakcją zawodową jest zmiana w zachowaniu, wyrazie twarzy, w oczach kobiet /bo one głównie szukają pomocy/, które zdecydowały się na pracę nad sobą. Ta zmiana jest zauważalna nie tylko przeze mnie i osobę poddającą się terapii, ale także przez innych specjalistów pracujących z rodziną. Mam też informacje zwrotne od osób, które wypróbowały już wiedzę psychologiczną, że jest im łatwiej żyć. Problemy oczywiście nie przestały istnieć, ale inny jest sposób ich rozwiąywania. Odpowiedzialność to także niezwykle ważny problem większości rodziców. Pierwsze lata życia dziecka niepełnosprawnego wypełnione są poszukiwaniem pomocy medycznej i rehabilitacyjnej. I słusznie, bo organizm człowieka w tym wieku jest bardzo plastyczny, można wiele zmienić, wypracować. Ale tutaj na rodziców czeka pułapka. Im więcej specjalistów, tym więcej zaleceń, czasami niejednoznacznych diagnoz. Myślenie koncentruje się wokół dwóch pytań: do kogo jeszcze mógł pojechać? Co jeszcze mógł zrobić? Do rodziców należy rozsądny wybór sposobów leczenia a nade wszystko umiejętności realizowania zaleceń w granicach swoich możliwości, bez nadmiernej odpowiedzialności prze samym sobą , ale i przed lekarzem, logopedą, rehabilitantem, którzy wymagają, wymagają, wymagają... Podsumowując swoją pracę na turnusach rehabilitacyjnych mogę powiedzieć, że pomoc psychologiczna dla rodziców dzieci niepełnosprawnych jest nie mniej ważna niż opieka nad ich potomstwem. Niestety, brak nawyku korzystania z takiej formy kontaktu ze specjalistą, fałszywe przekonania o jego roli, nie najlepsze dotychczasowe doświadczenia lęk i wstyd oraz przeświadczenie, że poradzą sobie sam /sama/ hamują przed spotkaniem z psychologiem, skorzystaniem z jego obecności i dostępności. Wniosek taki nasuwa mi się, gdy porównuję dwa tygodnie spędzone z rodzicami zrzeszonymi w Stowarzyszeniu Rodziców Dzieci z Zespołem Downa. Byli oni przygotowani na to, że psycholog skupi się na rozwiązywaniu problemów rodzinnych. Świadomość ta zaowocowała wysoką frekwencją na zajęciach grupowych a dla chętnych do terapii indywidualnej zaczęło mi brakować czasu. Maria J. Bielecka |


